Top
weganka.net – zielona uważność
fade
3065
home,page-template,page-template-blog-masonry-full-width,page-template-blog-masonry-full-width-php,page,page-id-3065,cookies-not-set,eltd-core-1.2.1,flow child-child-ver-1.0.1,flow-ver-1.6.3,,eltd-smooth-page-transitions,ajax,eltd-grid-1300,eltd-blog-installed,page-template-blog-standard,eltd-header-vertical,eltd-sticky-header-on-scroll-up,eltd-default-mobile-header,eltd-sticky-up-mobile-header,eltd-dropdown-default,wpb-js-composer js-comp-ver-6.0.5,vc_responsive

60 dni do wiosny

Wyeliminowałam rozpraszacze, z przyjemnością stwierdzam, że bez nich medytacja w końcu zaczyna przypominać medytację. Myśli uciekają, ale zdecydowanie rzadziej, tego właśnie chcę i za tym pójdę. Znam już drogę. A co do wiosny...

Wyeliminowałam rozpraszacze, z...

Read More

nowy obiektyw

najpierw czekasz, czekasz na ten szczęśliwy dzień wierzysz, że w końcu nastanie, że największe z marzeń spełni się. czekasz. nogi uginają się, oczy wypełniają łzami. szczęście, radość...

najpierw czekasz, czekasz na t...

Read More

Wyjątkowy etap

Dziś zakończył się pewien etap w moim życiu. Dziś po raz ostatni karmiłam piersią mojego synka. Nasza mleczna droga trwała 2 lata 2 miesiące i 1 tydzień. Jestem z siebie dumna. Ale… mimo, że to moja decyzja jest mi z tym jakoś trudno, łezka kręci się w oku. To już koniec. Koniec pewnego etapu. Moja przygoda z karmieniem piersią trwała łącznie 4 lata 6 miesięcy i 3 tygodnie – bo tyle czasu w sumie karmiłam dwójkę dzieci. Córeczka jako pierwsza dostawała cyca przez 28,5 miesiąca 🙂

Dziś byłam na księżycu!

Nie, serio, nie żartuję… od połowy grudnia mamy w domu teleskop, taki amatorski, podobno ze średniej półki, nie znam się więc tyle napiszę co mi ślubny powiedział. Teleskop być musi taki jaki jest jako, że najczęściej używamy go w bloku, z balkonu… więc choćbyśmy dysponowali nieograniczoną ilością gotówki i tak cuda nie kupimy, bo i po co… No w każdym razie nakręciłam się i uważność gwiezdna stała się niejako w polu moich zainteresowań. Nie chcę narzekać, bo i nie wypada… ale niebo ostatnimi czasy było u nas wyłącznie szaaaaaaaaaareeeeeeeeee… koszmar jesienny w zimie. Grudzień, styczeń na karku a tu szaro i szaro… ani słońca ani błękitu. Przyszedł i dzień dzisiejszy, z przejaśnieniami, śmiem nawet twierdzić – z okresowym zachmurzeniem, przelotnym w stopniu nieznacznym. I oto to zaobserwowałam przez nasz teleskop (dokładniej to teleskop ślubnego, sprawił sobie go jako prezent gwiazdkowy).

Niech moc będzie z psem!

Wieczór, właściwie popołudnie ale na okoliczność pory roku rzec można: wieczór. 25 grudnia. Wychodzę, słuchawki na uszach w serduchu moc, w ręku smycz. Wow! To był jeden z najfajniejszych spacerów z psem jakie kiedykolwiek wytupałam. Wyszłam z muzyką w sercu, nie że tam słuchawki… cała byłam muzyką, energią… Gdyby tak ktoś nagrał mnie i mój ostatni spacer stałabym się zapewne hitem okolicznych internetów 😉

Przysnęłam…

Fenomenem jest to, że ilekroć postanowię sobie zebrać się do kupy i złapać jakiś kierunek tylekroć usypiam. Moja czujność usypia, siadam i siedzę. Nic to nie wnosi, nic nie zmienia, a czas spędzony w fotelu przecieka między palcami. Od kilku dni nosi mnie złożenie jakiegoś tematycznego instagrama, fajne to jest sprawiałoby mi pewnie dużo frajdy… uwielbiam robić zdjęcia. Uwielbiam. Ale! Ale pojęcia nie mam czego mógłby dotyczyć mój profil, chaosu który wiruje w przestworzach mojego umysłu? No właśnie, chaos mnie nie opuszcza, brak mi planu. Lubię mieć plan, lubię do czegoś dążyć, lubię już sam proces planowania. Czy to źle? Nie, tak lubię. Co prawda ostatnimi czasy posiadanie jakichkolwiek planów stoi w kontrze z pomysłem na życie mojego kochanego dwulatka… no ale, tutaj przyda się ćwiczenie elastyczności 😉

Prawo do myślenia

Jestem zła! Czuję złość! Czuję złość bo potrzebuję autonomii, potrzebuję sama decydować o tym który szlak wybiorę. Tymczasem ze zbyt wielu kierunków słyszę, że to nie tak, że zastanów się, że tamto źle. Ja pierdole! Wybaczcie, ja pierdolę – dlaczego niby mam robić jak inni?! Dlaczego moja droga jest zła, tylko dlatego, że jest inna niż większości. Strasznie spodobało mi się powiedzonko zasłyszane w sieci „miliony much siadają na gównie„… Dlaczego mam być jak inni? Dlaczego nie mogę po swojemu? Dlaczego mam się tłumaczyć? Dlaczego? Dlaczego Dlaczego?

Największym dlaczego powinno być tutaj – dlaczego w ogóle tego słucham….

poległam.

Nie jestem już weganką, wiecie? Poległam. Po całości. Wróciłam do tradycyjnej diety. Czy mi z tym źle? Trochę. Wiem, że wegetarianizm TAK, lada chwila...

Nie jestem już weganką, wiecie...

Read More
wybieram radość

Wybieram radość!

Wyjechałam, wyjechałam z dziećmi. Chciałam odpocząć. Odpoczywam, od codzienności odpoczywam, ale nie fizycznie… siedzę do późna chcąc pomóc komuś, poświęcam swój czas. Czas, który chciałam wykorzystać inaczej. Chciałam pobyć ze sobą, spędzić ze sobą te kilka listopadowych wieczorów. Tymczasem dziś pierwszy raz usiadłam do medytacji, pierwszy raz od tygodnia. Nie spieszę się, to fakt – ale jestem nerwowa, nabuzowana jakaś. Mam wrażenie, że to właśnie dlatego, że postępuję wbrew temu czego potrzebowałam. Chciałam poczytać, zabrałam książki, chciałam pomyśleć… poczuć siebie, odnaleźć swoje potrzeby. Potrzebuję tego jak powietrza, po to tu przyjechałam. Ech…

dzień 1

Kierunek: potrzeby

Nie było mnie tutaj przez chwilę, byłam gdzieś tam gdzie nie chciałam znajomych oczu. Ten blog to niezły kawałek mojego życia, obrazy, dźwięki, zapachy, emocje. Podoba mi się tutaj, ale chcę być bardziej anonimowa. Tego bloga zna kila osób, o kilka za dużo. Uciekam? Nie traktuję tego jako ucieczki, bardziej zadbanie o swoje potrzeby, a potrzebuję prywatności. Chcę swego miejsca w sieci, bez tego nie czułabym się dobrze. To taki mój mały kawałek podłogi w tym wielkim świecie plików i pikseli. Chcę pisać, dzielić się zdjęciami, ale te kilka oczu nie daje mi się w pełni otworzyć. Zadbam zatem o siebie, nie będę tworzyła kolejnego bloga. Nie będę znowu zaczynała od nowa. Przeprowadzę się z moim dobytkiem.

Takie proste

Minimalizm, esencjalizm, uważność to wszystko brzmi tak prosto. I jest proste, tylko ja obecna tu zawsze mam coś do zrobienia. Dlaczego tak bardzo widząc siebie w uważności siadam z zupą przed kompem, jem i czytam. Wieczorem, kiedy dzieci już śpią. Chce chwili dla siebie, a tę chwilę tracę! Nie czuję, nie słyszę… Wszystko to na czym mi zależy zostaje z tylu, dlaczego?!